obiecywałam sobie pisać systematycznie, ale cóż...nie zawsze się ma możliwość spełnić dane nawet sobie obietnice.
Przeważnie wracam póżnym popołudniem do domu, tak zmęczona, że nie mam siły nawet na napisanie paru zdań.
Zaraz po pracy jadę do szpitala do Leszka, potem zakupy, obiad i robi się wieczór .......
U Leszka lepiej - boję się pisać, żeby nie zapeszyć.
Ból zniwelowany, kłopoty trawienne też, a na duszności podawane są natychmiast leki.
Udało mi się też kupić prywatnie (bo na ten refundowany z NFZ nie było co liczyć) gorset stabilizujący i teraz można spokojnie zająć się sprawą pionizacji Leszka. Pracuje zresztą nad tym pod okiem rehabilitantki bardzo intensywnie - czasami się obawiam, czy nie za bardzo). Ale jest tak zdeterminowany, że nie wątpię w efekty.
Ale, żeby nie było za fajnie , to pojawiły się kłopoty zdrowotne u mojego młodszego syna. W związku z tym w przyszłym tygodniu czeka nas kilka wizyt u specjalistów ...i decyzja co dalej......
Sama też nie czuję się najlepiej. Ciągle kaszlę, jakaś taka osłabiona jestem i....zaczyna mi dokuczać żołądek (czyżby nerwica ?)
Szczegóły wpisu
- Komentarze:
- (0)
- Tagi:
-
- Autor(ka):
- romanska.3463
- Czas publikacji:
- czwartek, 29 marca 2012 21:13